Galerianka od siedmiu boleści…

Już nie pamiętam kiedy byłam na zakupach w galerii handlowej. Natomiast dzisiaj przypomniałam sobie, dlaczego to było tak dawno. Dzikie tłumy, które od zawsze działały mi na uzębienie, dzisiaj zdziczały jeszcze bardziej niż zwykle. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy aby czegoś nie przeoczyłam i czy Święta nie zaczynają się przypadkiem już jutro…

Weszłam do sklepu z RTV i AGD, gdzie w ciągu 3 minut wielokrotnie zapytano mnie, w czym można mi pomóc i zapewniono, że gdybym miała jakiekolwiek pytania, to obsługa jest do mojej dyspozycji, tuż obok, wystarczy zawołać. Nadmierne zainteresowanie moją osobą sprawiło, że poczułam się jak intruz, w dodatku kompletny debil, niepotrafiący samodzielnie zapoznać się ze specyfikacją telefonu, w związku z czym jak najszybciej opuściłam sklep.

Za mną poczłapały dzieci, które od dłuższego czasu sygnalizowały trzeci stopień wygłodzenia organizmu. A więc udaliśmy się trzy piętra wyżej, do jadłodajni, gdzie oprócz kilometrowych kolejek do kas, toczyła się zacięta walka o miejsce przy jakimkolwiek stoliku. Ja oczywiście foch, ale mój najdroższy mąż tak łatwo się nie poddaje i po jakimś tam czasie, kiedy ja nadal gniłam w kolejce do kasy, machał już do mnie z uradowaną miną. Twierdza zdobyta, stolik był nasz. Tylko zdążyłam posadzić tyłek na krześle, podszedł do mnie człowiek z telefonem przy uchu, pytając “czy już zwalniam”. Grzecznie odprawiony, zniknął w wygłodniałym tłumie, by po mniej więcej 10 minutach zjawić się ponownie, z tym samym telefonem przy uchu i tym samym pytaniem, tym razem jednak skierowanym do mojego męża. Ha, najwyraźniej wyczuł “delikatną” nutkę niechęci i poirytowania w moim głosie.

Kiedy dzieci napełniły brzuchy, byłam już w zasadzie gotowa do odlotu, ale pomyślałam sobie, że skoro przywlokłam tu swoje ołowiane dupsko i tyle już wycierpiałam (patrz: uprzejmi do bólu panowie w sklepie i do bólu upierdliwy pan z telefonem przy uchu), to zasłużyłam na jakąś nową książkę, albo może nawet dwie, jeśli mąż się dorzuci. Znasz to błogie uczucie, kiedy wchodzisz do księgarni i Twoim oczom ukazuje się cały regał nowości? Nagle świat przestaje istnieć, jesteś na dziewiątej chmurze, tylko Ty, tylko One… i znowu to cholerne CZY MOGĘ W CZYMŚ POMÓC? Cytując klasyka: “Dżizus, kurwa, ja pierdolę!” Uśmiech nr 11 (to ten z ząbkami aż po ósemki) i po raz n-ty uprzejme Nie, dziękuję

Nie kupiłam żadnej książki. Nie, nie przez przesiąkniętego do szpiku fałszywą uprzejmością sprzedawcę, ale przez ceny, które już do reszty zszargały mi nerwy. 50 PLN za 250 stron, na średniej jakości papierze, to naprawdę lekka przesada. Utwierdziłam się po raz kolejny w przekonaniu, że zakupy internetowe to najlepszy wybór (np. ta konkretna książka jest w sieci 10 do 18 PLN tańsza), nie tylko w okresie świątecznym. Nie byłabym jednak sobą, gdybym wyszła z tej cholernej galerii z pustymi łapami. Otóż znalazłam na księgarnianej półce DVD na które od dawna czekałam. Czy tytuł  Zanim się pojawiłeś coś Ci mówi? :) Także ciasto czekoladowe, wino, Mąż i paczka chusteczek – oto mój plan na ten niedzielny wieczór. Dobranoc!

                                         ❤❤❤

4 comments

    1. Zakochałam się w tym filmie podczas pierwszego seansu w kinie i trwam ;) Absolutnie cudowny, choć serce za każdym razem mam złamane. Pozdrawiam!

  1. Hej, mam podobne zdanie na temat galerii handlowych. ;) Ostatnio byłam w jednej z wrocławskich (wiadomo – prezenty) i myślałam, że wyjdę z siebie. Nie dla mnie te tłumy i natarczywe ekspedientki. :)

Leave a Reply

Your email address will not be published.