Press "Enter" to skip to content

Nanga Parbat i kanapowi eksperci od Himalaizmu

Internet to takie cudowne miejsce, w którym możesz przedstawić się światu jako błyskotliwy, niebieskooki brunet z doktoratem z fizyki kwantowej, lubiący sporty ekstremalne i książki Simona Becketta, podczas gdy jesteś podtatusiałym, łysiejącym dupkiem, z czołem nieskalanym żadną myślą, a Twoim ulubionym sportem ekstremalnym jest zaleganie z piwskiem na kanapie i hejtowanie wszystkiego w wirtualnym świecie.

W ostatnich dniach stycznia nastąpił wysyp kanapowych ekspertów od spraw wszelkich, zwłaszcza od Himalaizmu zimowego. A to za sprawą wydarzeń na Nanga Parbat i bezprecedensowej akcji ratunkowej polskich himalaistów, mającej na celu sprowadzenie z góry dwójki wspinaczy: Elizabeth Revol i Tomasza Mackiewicza. Początkowo internauci zgodnie prosili Najwyższego o szczęśliwy powrót himalaistów, kiedy jednak okazało się, że nasz rodak został w górach i nie ma najmniejszych szans na ratunek dla niego, w sieci zawrzało.

Jedni wieszali psy na ekipie ratunkowej, inni na pozostawionym w górach Mackiewiczu, jeszcze inni na ludziach, którzy zaczęli organizować zbiórki pieniędzy dla dzieci himalaisty. I dokładnie jak w piosence Lady Pank: „Najpierw mańkutom praworęczni przysolili ze hej, a potem tłum brunetów rudych lał. Fani muzyki zwarli szyki przeciw głuchym jak pień, a każdy z nich się opętańczo darł…”

Mianownik dla całego bałaganu był jednak wspólny – po której stronie byś się nie opowiedział, jesteś skończonym debilem. Komentarze w stylu „a po co się tam pchał” i „sam jest sobie winny” sypały się niczym piasek w klepsydrze. Co drugi Kowalski pruł się na temat braku odpowiedzialności, zerowej wyobraźni i pozostawianiu swoich dzieci na pastwę losu. Wielu ekspertów kanapowych zwracało uwagę, że skoro ekipa ratunkowa weszła bez najmniejszych problemów na wysokość 7,5 tysiąca metrów i uratowała Francuzkę, powinni równie zwinnie wbiec na Nanga Parbat po raz drugi i zawinąć stamtąd Mackiewicza. Co tam ekstremalne, pogarszające się warunki pogodowe, co tam wysokość, Polak Polaka nie może zostawić na pewną śmierć, tłumacząc się śniegiem i wiatrem.

Internauci kolejny raz stanęli na wysokości zadania i udowodnili, że w kwestii anonimowego hejtu nie ma na nich mocnych. Janusze, którzy jeszcze nie tak dawno postawili na nogi GOPR i policję, bo zastała ich ciemność na asfaltowej drodze z Morskiego Oka, dziś stali się ekspertami od alpinizmu i z pozycji kanapy wytykają błędy ludziom z kilkunastoletnim doświadczeniem. Sama nie wiem, czy to bardziej śmieszne, czy jednak straszne…

Tak sobie myślę, że najlepszym podsumowaniem całego tego zamieszania, będą słowa samego Tomka Mackiewicza, który powiedział kiedyś, że „człowiek jest tylko mocny w stosunku do drugiego człowieka w pyskówkach i przekomarzankach. Swoją wartość często opiera na materii, która przecież jak wiadomo – a to w górach najlepiej widać – jest po prostu tymczasowa. Zresztą jak i sam człowiek.” 

Warto zastanowić się nad tym, przed kolejnym wylaniem na kogoś wiadra internetowych pomyj.

Źródło zdjęcia: Gripped Magazine

 

 

 

 

Comments are closed.