Press "Enter" to skip to content

Pies w wielkim mieście

Odkąd sięgam pamięcią, czułam potrzebę posiadania zwierzątka. Być może wynikało to z faktu, że byłam i jestem jedynaczką. Mając lat 5 otaczałam opieką biedronki, które przynosiłam z podwórka. Nie była to łatwa przyjaźń, gdyż moje podopieczne opuszczały mnie zazwyczaj chwilę po tym jak ulokowałam je w domu. Do dziś pamiętam moje zdziwienie i rozczarowanie. A przecież miały tak dobrze, domek zrobiony ze słoika ze wszelkimi wygodami (liście, gałązki, czego dusza zapragnie) i zawsze pod dostatkiem cukru rozpuszczonego w wodzie. Swoją drogą, kto wymyślił, że biedronki jedzą cukier??? 🙂

W każdym razie ulgę moim cierpieniom przyniósł chomik, którego dostałam na urodziny. Nieco większe od biedronki zwierzątko futerkowe stało się moim przyjacielem na blisko dwa lata. Niestety Gacek skonał w męczarniach przytrzaśnięty drzwiami od kuchennej szafki. Co zrobić. Szit hepend.

Potem były jeszcze zimnokrwiste rybki, kilka wrednych kotów aby wreszcie w mej blokowej posiadłości w centrum miasta pojawił się ON – Canis lupus familiaris nazywany przez współczesnych psem.

Z uwagi na rozmiary naszej rezydencji jak i położenie geograficzne wybór rasy był oczywisty. York. Rzekłabym nawet „Nowy York”, gdyż zdecydowaliśmy się na Biewerka, jest to rasa, która powstała w latach osiemdziesiątych w Niemczech a w Polsce jest wciąż mało popularna, choć ku mojej uciesze ma co raz większą liczbę zwolenników. Dokładna nazwa brzmi Yorkshire Terier Biewer a la pom pon 😉 Ostatni człon nie jest przypadkowy, z ogona tych piesków można zrobić niezłego mopa 😉

Fini mieszka z nami już ponad rok i zdobył serca nie tylko wszystkich domowników, ale również całego osiedla 🙂 Ta mała popierdółka doskonale wie co zrobić, kiedy szczeknąć i jak pisnąć aby zjednać sobie przychylność nawet tych, co to deklarują zdecydowaną antypatię w stosunku do czworonogów. Przykładów nie muszę szukać daleko. Mój ukochany prawie mąż nie chciał słyszeć o psie. Tygodniami płakałam, błagałam i tupałam nóżkami i wciąż słyszałam stanowcze ‘nie!’. Aż tu pewnego dnia trafiłam na ogłoszenie z Finim. Na zdjęciu przesłodka, tłuściutka kulka a w opisie, że „nie jestem może najszczuplejszy ale za to bardzo kochany”. Bingo! – pomyślałam. I nie myliłam się 🙂 Fini stopił lód w sercu Tancerza. Od tamtej pory są niemal nierozłączni. Śpią razem, jedzą razem, grają w piłkę i podrywają nieświadome mojego istnienia dziewczyny. Mają też niesłychaną wręcz zdolność wyprowadzania mnie z równowagi, ale to już temat na innego posta…

Wracając do spania i jedzenia… Jeśli planujecie zakup yorka, nie wydawajcie fortuny na oferowane przez sklepy markowe legowiska, pufy i zdobione kanapy. Szkoda fatygi. Lepiej kupcie mu porządną kość (porządną, czyli co najmniej wielkości Waszego buta) dzięki czemu macie szansę uratować meble i dopiero co kupione botki przed masakrą i totalnym zniszczeniem. Resztę wydajcie na swoje przyjemności. O nocleg psa się nie martwcie. Będzie mu się doskonale spało na Waszej poduszce (Devil) opcjonalnie, jeśli traficie na yorka – gentelmana, wówczas w swej łaskawości zajmie miejsce w Waszych nogach. Biewer ma niesamowitą zdolność bezszelestnego pojawiania się w łóżku. Wyrzucony wraca jak bumerang a nawet jeszcze szybciej.

Odnośnie jedzenia, dobrze jest podawać psu dobrą karmę (reklamowane na okrągło w tv konserwy z kopyt, po których to Bruno ma zajebiście lekkie sranie raczej bym sobie odpuściła, zwłaszcza przy długowłosym Yorku). Najlepiej kupić pokarm zalecany przez hodowcę. ALE :)))) nie myślcie sobie, że to będzie jedyny posiłek Waszego pupilka. O nie, nie, nie. Biewer choć mały, zjeść potrafi. Jest przy tym bardzo cwany. Doskonale wie, kiedy w codziennym harmonogramie wypadają pory posiłków i w tym czasie, żeby nie wiem ile jedzenia miał w swojej misce, będzie siedzieć na baczność przy Waszej nodze, z taką miną, że parówka stanie Wam w gardle jeśli się z gadziną nie podzielicie. Oczywiście, możecie być twardzi i podjąć z góry skazaną na niepowodzenie próbę udawania, że go nie widzicie. Wówczas będziecie mieć okazję (nie jedyną) poznać możliwości wokalne Biewera (Devil) Zacznie sopranem dramatycznym a w miarę ubywania jedzenia będzie przechodzić w sopran liryczny, by wreszcie zakończyć sopranem koloraturowym. A później to już tylko heavy metal…

York nie jest psem stworzonym do bicia sportowych rekordów guinnessa, dlatego jest doskonałym wyborem dla zapracowanych mieszczuchów. Zaspokojony spacerem dookoła bloku rano, spokojnie zaczeka aż wrócicie z pracy (pamiętajcie o kości do gryzienia!!). Biorąc pod uwagę, że dzisiejsze nowoczesne osiedla nie przewidują posiadania zwierząt (trawniki są ogrodzone i niemalże podłączone do wysokiego napięcia) ten spacer może być całkiem wyczerpujący również dla Was.

Biwery (jak zresztą wszystkie yorki) mają jeszcze jedną fantastyczną cechę – włos. Nie mają podszerstka jak większość ras, są więc idealnymi partnerami dla alergików i osób uczulonych na sierść. Jest oczywiście druga strona medalu, o włosy trzeba dbać. Codzienne czesanie to podstawa. Do tego kąpiele, odżywki, wizyty w psim spa – yorki lubią być traktowane jak celebryci!

Przyznaję bez bicia, że ja swojemu psiemu gwiazdorowi zafundowałam na lato krótkie cięcie. Bardzo krótkie. Wkurzało mnie, że chodzi do fryzjera częściej niż ja! Ech, babska zazdrość bywa gorsza od faszyzmu. Aczkolwiek Fini wydaje się być zadowolony. Wreszcie skończyły się komentarze typu „ale ONA śliczna”…

Podsumowując, dla tych, którzy dotrwali do końca – po rocznych doświadczeniach na własnej skórze stwierdzam, że dla osób mieszkających w mieście a odczuwających potrzebę dzielenia swojego łóżka i śniadania z najlepszym przyjacielem człowieka, york genialnym kompanem jest!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.