Press "Enter" to skip to content

Słowo na niedzielę: Pies na plaży to zuuuo!

Jeżdżę sobie po naszym pięknym, polskim wybrzeżu, spaceruję od plaży do plaży, wdycham jod, coby mojej biednej tarczycy zrobić dobrze i jak na wścibską blogerkę przystało, obserwuję, podpatruję i co ciekawsze spostrzeżenia śpiesznie notuję na twardym blond dysku. O parawaningu 2018 napiszę oddzielny post, jak już wrócę do domu i nieco ochłonę… Dzisiaj chciałam pochylić się nad tematem zaśmiecania plaż i sposobów przeciwdziałania, bowiem ludzkość nareszcie znalazła winnych całego bałaganu.

Jak się okazuje, problemem tegorocznych plażowiczów nie są wcale tony plastiku, dryfującego w wodzie, zalegającego na piasku i w okolicznych lasach. Nie przeszkadzają im puszki po piwie, niedopałki papierosów czy chusteczki wymazane odchodami, bo ktoś nie mógł pofatygować się do toalety (ewentualnie opłata 2 zł okazała się być nie do przeskoczenia). Nie straszne im również potłuczone butelki, często przysypane warstwą piasku, tego samego piasku, w którym bawią się później ich dzieci. Co w takim razie spędza sen z powiek mistrzów parawaningu? Gówno – najkrócej rzecz ujmując.

Nie takie zwykłe, ludzkie gówno, bo to jak już wspomniałam powyżej, jest spoko. Przeszkadza im radioaktywne, wyjątkowo zgryźliwe i powodujące ogromny dyskomfort gówno psie. Generalnie pies okazuje się być wrogiem numer jeden, bo brudny, bo wszędzie sika, sypie piachem i szczekając zakłóca plażowy spokój. Dlatego w wielu miejscach, przy wejściu na plażę pojawiły się tabliczki zakazujące pupilom wstępu na złote piaski. Że się tak z angielskiego wyrażę: SERIOUSLY??

Jak wspomniałam na początku, bacznie się wszystkiemu przyglądam i z moich obserwacji wynika, że łapy mojego psa po porannym spacerze po lesie, są o niebo czystsze od łap większości Panów, chowających się za parawanami. Osobiście, widzę większe zagrożenie ze strony człowieka  z grzybicą stóp i Bóg raczy wiedzieć jakimi chorobami wenerycznymi, niż kąpiącego się obok psa, najprawdopodobniej z aktualną książeczką szczepień, bo z doświadczenia wiem, że człowiek prędzej zadba o swojego pupila niż o siebie. Na kwestię sikania do morza spuszczam zasłonę milczenia, kto nigdy w życiu tego nie zrobił, niech pierwszy rzuci kamień. Co nam zostało? Hałas. Szczekający pies jest be, ale wrzeszczące dzieci, skrzeczące mewy i dudniąca z głośników muzyka jest cacy i nikomu szumu fal nie zagłusza. Kiedy myślę, że Polacy osiągnęli już złoto olimpijskie w obłudzie, wyskakuje mi taki news na pasku wiadomości i narzekające damy w średnim wieku, które jak już znad tego morza wrócą, to niekoniecznie kupki po swoich pupilach z trawki zbierają. Co w takim razie zrobić z dzikimi zwierzętami, psami, kotami, dzikami, które galopują po plażach, kiedy Janusze i Grażyny jeszcze smacznie śpią? Może lepiej nie pytać…

Na szczęście ta paranoja dotyczy jedynie plaż strzeżonych, tych najbliżej promenady czy molo, jakby luksusowych, najbardziej przez śmietankę towarzyską obleganych. Bo wystarczy wyjechać kilka kilometrów za miasto, by cieszyć się piękną, bezludną plażą razem z pieskiem. Jest cudnie!

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.