Telewizja śniadaniowa

 Z telewizją śniadaniową jest tak, że czasem oglądam z bananem na twarzy i dzwonię do męża, aby mu donieść, że ktoś ma złote krany w łazience i ja też bym chciała, a czasem, gdy zapomnę o różowej pigułce, mam ochotę rzucić doniczką w telewizor. Wiecznie uśmiechnięte twarze, z idealnie białymi i równymi ząbkami (akurat tych równych ząbków to im trochę zazdroszczę, może nawet bardziej niż trochę), przebrane w pokazowe stroje od projektantów, wciskające mi kit, że wszystko czego mi do szczęścia potrzeba, to jarmuż i kasza jaglana, podane na białym talerzu, na białej serwecie, na białym stole w białej kuchni, przełamanej dla kontrastu miętowym czajnikiem.

Włączam ostatnio to kilkugodzinne pasmo pierdzielenia o niczym i widzę na kanapach dwie panie – specjalistki od komunikacji internetowej. Pani psycholog i pani socjolog (nie, nie napiszę socjolożka, bo mnie szlag trafia od tych wszystkich loszek. Nie wiem skąd to nagłe uwielbienie dla trzody chlewnej, jak pragnę zdrowia, nie wiem.) próbują odpowiedzieć na zajebiście trudne pytanie, czy komunikacja internetowa objęta jest jakimikolwiek normami i dlaczego jest taka niechlujna. I paplają jedna przez drugą, że niby tak, ale komunikacja komunikacji nie równa, bo Internet to nie tylko komunikatory i chaty, ale także maile a maila można wysłać do profesora, a wtedy nie będzie napisany niechlujnie, na to druga pani że niektórzy i do profesora niechlujnie piszą i tak pierdolą przez dwie minuty, aż im nieco zażenowana poziomem wypowiedzi prowadząca musi przerwać i jakoś te wypociny podsumować. Tylko jak, skoro cała ta psychologiczno-socjologiczna gadanina niczego nowego nie wniosła, a już na pewno nie odpowiedziała na postawione pytanie? Tutaj nawet różowa pigułka nie pomoże.

No, powiedziała, co wiedziała. Dobranoc.

Ps. Mężu, tak naprawdę to nie chcę złotych kranów w łazience. ;)

4 comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.